Stała się bohaterką kronik towarzyskich, bo jako dzieciak, zamiast oglądać dobranocki, spędzała wieczory na dorosłych imprezach. Tam popijała i zaczęła brać narkotyki. Bardzo - powiedzielibyśmy - filmowa historia. Znamy ją z wielu relacji, także samej Drew, która napisała o tym książkę.
Potem był odwyk, oczywiście dość publiczny, bo kiedy zna cię każdy na globie ziemskim, nic już nie jest prywatne. I był powrót. Nie bez strachu, że złe nawyki powrócą. Wystąpiła w „Trującym bluszczu”, równo w dziesięć lat po E.T. Była tam okropna, odpychająca i …świetna, nad wiek dorosła. Miała 17 lat, ale widać było, że przeszła znacznie więcej niż inne dziewczynki w jej wieku.
To był świetny powrót, więc propozycje posypały się jak z rękawa. Był m.in. Woody Allen i „Wszyscy mówią kocham Cię”, świetny horror „Krzyk”, w którym co prawda na ekranie była bardzo krótko, ale za to bardzo widowiskowo; było też „Od wesela do wesela” i komedia „Aniołki Charliego”, której była współproducentką. Drew została w jednym niemal czasie ikoną stylu, jedną z ukochanych amerykańskich aktorek, jednak z piętnem tej, która cudownie sprawia, że patrząc na nią śmiejemy się, ale nie potrafi wzbudzić w nas żadnych wielkich uczuć…
Niedawno zobaczyłam „Szare ogrody” („Grey Gardens”) z jej udziałem i przyznaję - kompletnie mnie zatkało z wrażenia. Jako „Mała Eddie” Drew Barrymore jest genialna. Magnetyczna. Ma w sobie szaleństwo i dziecięcą niewinność. Jest godną nastepczynią swoich przodków i kontynuatorką tradycji wielkiego aktorskiego rodu Barrymore, który na amerykańskich scenach teatralnych rządzi od połowy XIX wieku.
W wywiadach Drew mówiła, że tak bardzo zżyła się ze swoją bohaterką, że wzorem odtwarzanej przez siebie postaci odcięła się od znajomych, nie oglądała wiadomości ze świata, postanowiła zrozumieć, za wszelką cenę, co mogła czuć niegdyś piękna i podziwiana kobieta, która nie do końca z własnej woli przenosi się na margines świata.
Zamieszkuje w tytułowej posiadłości Grey Gardens, ogromnej, liczącej 28 pokoi, wraz z matką, zwaną Dużą Edie. Mała Edie to tragiczna i piękna postać. Chciała pojechać do Nowego Jorku, podróżówać po świecie, bawić się, zostać aktorką albo tancerką. Miała wszystko - urodę, wdzięk, pieniądze, nazwisko, talent… Jednak kiedy jej matka mówi jej, że bez niej sobie nie poradzi, Mała Edie decyduje się zostać. Przecież, jak mówi jej matka, cóż można zobaczyć piękniejszego, niż, to, co jest wokół, w Grey Gardens… Matka sama kiedyś chciała być piosenkarką. Nie wyszło. Czy dlatego chce postawić tamę marzeniom córki?
Dwie kobiety zamieszkują na uboczu. Dom jest wielki, a pieniędzy na życie coraz mniej. Za to coraz więcej w podupadajacym domostwie jest kotów. I biedy, brudu, nędzy. Traf chce, że prasa zainteresowała się ich losem, bowiem obie były spokrewnione z Jackie Kennedy. Żoną prezydenta, ikoną stylu i dobrego smaku, która pewnego dnia, przerażona tym, co czytała w prasie, odwiedza Grey Gardens. Niegdyś wspaniały dom wygląda jak opuszczona i zarobaczona ruina, z pobitymi szybami, bez prądu i wody, ze wszechobecnym smrodem kocich siusiek… I dwiema kobietami, które zdają się nic robić z tego, w jakiej koszmarnej są sytuacji. Kobiety te zaczynają fascynować media. Decydują się zaprosić na kilka tygodni kamery dokumentalistów do świeżo odremontowanego przez kuzynkę Jackie domu. Ma powstać o nich film. Dwie postacie z socjety, żyjące w nędzy na uboczu; obie niegdyś piękne, bogate, światowe, mające świat u stóp, jako przedstawicielki uprzywilejowanego rodu. Co spowodowało, że ich los potoczył się w tak oryginalny sposób? Idealny temat na film, prawda?
Drew jako Mała Edie zagrała rolę życia. Półtora roku lekcji dykcji, języka, specjalna (niszcząca skutecznie jej skórę) charakteryzacja, kostiumy, nauka ruchów granej przez siebie postaci… Efekt jest piorunujący. Na ekranie widzimy szaloną kobietę, o wspaniałej wyobraźni i godności wielkiej damy, przykrywającą głowę fantazyjnymi turbanami - to był jej sposób na to, aby nie pokazać tego, że straciła w wyniku choroby swoje niegdyś piekne włosy…
Jessica Lange zawsze jest co najmniej dobra. Nikomu nic już nie musi udowadniać i jako Duża Edie, toksyczna, dziwna, momentami potworna matka Małej Edie, jest porywająca. Drew Barrymore zaś to moje aktorskie odkrycie tego roku. Wiedziałam, że jest dobra. Nigdy nie przypuszczałam, że aż tak…
„Szare ogrody” to wspaniały, nostalgiczny film o wielkiej, choć toksycznej miłości. O fantazji i pasji większej niż życie. Z wielką rolą Drew Barrymore, godnie reprezentującej swoje nazwisko. Aż chce się czekać na jej kolejne role.
**********
Produkcję HBO „Szare ogrody”, nagrodzoną dwoma Złotymi Globami - dla najlepszego filmu telewizyjnego i najlepszej aktorki w filmie telewizyjnym – Drew Barrymore, oraz sześcioma nagrodami Emmy w 2009 roku, można aktualnie oglądać w HBO.















































