Dokumentem „I’m Still Here” Affleck zadebiutował jako reżyser. Film nakręcił po tym, jak jego szwagier, aktor Joaquin Phoenix próbował rozpocząć karierę hip-hopową. Kilku krytyków zasugerowało, że film jest misterną mistyfikacją. Jednak, przemawiając na premierze filmu na Festiwalu Filmowym w Wenecji, Affleck przyznał, że liczy na dezorientację widzów. „W zawoalowany sposób powiem, że nie chcę wpływać na niczyją interpretację mojego filmu. Mogę potwierdzić, że wszystko jest prawdziwe. Przypomina to trochę film kręcony ukrytą kamerą”, powiedział reporterom. „Rozumiem, że duża część tego filmu może dezorientować i wywoływać zastanowienie nad tym, czy coś jest prawdziwe, czy nie.” Affleck spowodował dalsze poruszenie, kiedy stwierdził, że epizodyczna rola rapera Seana 'Diddy' Combsa w projekcie była „zadaniem aktorskim”. „Rola, jaką Combs odegrał w życiu Joaquina polegała na przekazaniu mu złych wieści. To on rozwiał wszelkie wątpliwości i pozbawił go marzeń. Cała ta sytuacja była w pewnym sensie zadaniem aktorskim”, wyjaśnił.










































