Strona główna Program Magazyn Filmy i seriale Video | O HBO HBO GO Zamów teraz | Rejestracja Logowanie
Logowanie
Zamknij
Zaloguj sie do serwisu HBO

Jeżeli posiadasz już konto wpisz nazwę użytkownika i hasło i w pełni korzystaj z serwisu HBO

Zaloguj się Zapomniałem hasła
Zaloguj się z konta na Facebooku

Jeśli posiadasz konto na Facebooku możesz automatycznie założyć konto w serwisie HBO. Wystarczy, że klikniesz poniższy przycisk, a będziesz mógł się cieszyć pełnią możliwości serwisu HBO!

Rejestracja
Zamknij

Witamy w serwisie HBO Polska!

Dlaczego warto się zarejestrować?

Dopasuj serwis do siebie: stwórz listę twoich ulubionych programów, artykułów i materiałów video, ustaw powiadomienia, a także zapoznaj się z recenzjami filmów, które chcesz zobaczyć. Wyjątkowa oferta dla Ciebie: włącz się w wydarzenia specjalne, bierz udział w konkursach, grach i quizach i zdobywaj atrakcyjne nagrody. Twoja opinia jest dla nas ważna! Komentuj, włącz się w dyskusję, głosuj na najlepsze i najgorsze filmy, spieraj się z naszymi ekpertami.


Wypełnij poniższy formularz

zarejestruj się
    Możesz się także zalogować za pomocą swojego konta na Facebooku!
Dzisiaj w HBO:
20:10 Nawet deszcz 21:55 Dwie ekipy 23:40 Milion dolarów
Wywiad
Katherine Heigl w filmie
Polecane wywiady
...śmieszą nas te same dziwne rzeczy...
~ Penelope Cruz ~
Przynajmniej nie jestem tak wredna i jędzowata jak Blair!
~ Leighton Meester ~
Sukces jest wspaniałą sprawą, ale to rodzaj ułudy. Prawdziwe życie to siedzące przy stole dzieci, które żartują na temat swojej pupy, bo najważniejsze w życiu są rozmowy i kontakt z drugim człowiekiem.
~ Gwyneth Paltrow ~
Kobieta, którą zawsze chciałam być
~ Katherine Heigl ~
Każdy z nas posiada pewne cechy serialowej bohaterki.
~ Laura Dern ~
Sama jestem wielką fanką komiksów, więc rozumiem zaangażowanie czytelników oraz ich pragnienie, by filmy oparte na książkach spełniały wszystkie ich oczekiwania.
~ Megan Fox ~

Katherine Heigl w filmie "Och, życie" (wywiad)

A A
LOS ANGELES – Trudno znaleźć bardziej bezpośrednią aktorkę niż Katherine Heigl. Odeszła z obsady „Chirurgów” po kilku latach sporów z producentami serialu, a potem, w ubiegłym roku wzbudziła wiele kontrowersji, kiedy wspólnie z mężem, Joshem Kelly, postanowiła adoptować dziecko z Korei Południowej. Niewiele osób jednak wie, że jej siostra Meg została adoptowana w Korei Południowej w 1974 roku.
Kobieta, którą zawsze chciałam być

Sama Heigl niewiele robi sobie z plotek. Na przestrzeni kilku ubiegłych lat jej kariera filmowa nabrała impetu – aktorka zagrała główne role w takich przebojach, jak „27 sukienek” czy „Brzydka prawda”. Najnowszy obraz z jej udziałem, zatytułowany „Och, życie” to kolejna komedia, w której zobaczymy ją obok Josha Duhamela („Las Vegas”). Heigl wciela się w niej w Holly , która musi samotnie wychowywać małe dziecko po tragicznej śmierci jego rodziców. Zgodnie z ich wolą, Holly (Katherine Heigl) i Eric (Josh Duhamel), dwoje zadeklarowanych singli, który odbyli kiedyś nieudaną randkę w ciemno, muszą zamieszkać razem, by wspólnie wychowywać dziecko! Prowadzi to do całej serii komicznych komplikacji w wyniku, których para powoli uświadamia sobie, że pomimo zgoła odmiennych charakterów rodzi się między nimi wielkie uczucie.

„Uwielbiam filmy, na których widownia zanosi się śmiechem, zapominając o wszystkich problemach" – przyznaje Heigl. „Wszyscy wiemy, jak ciężko może doświadczyć nas życie, które ma swoje wzloty i upadki. O tym mówi także ten film – nawet w obliczu najgorszej tragedii może wydarzyć się coś pięknego, coś, co odmienia życie dotkniętych nią ludzi. To ważne, aby opowiadać historie będące afirmacją życia, które dają nam nadzieję".

Wysoka, z burzą blond włosów i niesamowicie bezpośrednia Heigl ma w sobie olbrzymie pokłady energii i z pewnością wypowiada się na temat siebie samej i swojej pracy. Pomimo, że dziennikarze próbowali przypiąć jej łątkę gwiazdorzącej aktorki, Heigl nie jest absolutnie typem kobiety całkowicie zaabsorbowanej samą sobą.

Katherina mówi to, co myśli bez ogródek, unikając pułapki, w jaką wpada wielu aktorów dbających o własny wizerunek, którzy komentują wyłącznie błahostki, co sprawia, że wywiady z nimi są nudne i nijakie. Wykazywana przez nią odwaga dorównuje jej wzrostowi i urodzie.

31-letnia Katherine Heigl i jej mąż, piosenkarz Josh Kelly mieszkają w Los Angeles wraz z dwuletnią córką Naleigh (to imię jest połączeniem imienia matki Katherine – Nancy – oraz Leigh, drugiego imienia jej siostry, Meg, która została adoptowana w Korei Południowej).

WYWIAD

Pytanie: Czy dobrze bawiłaś się podczas realizacji filmu „Och, życie”?

HEIGL: Bardzo miło jest być na planie filmowym, ale był to jeden z bardziej stresujących okresów w moim życiu. Wiedziałam, że lada dzień trafi do nas Naleigh, ale w końcu okazało się, że możemy odebrać dziecko dwa miesiące wcześniej niż uzgodniliśmy. Koniec końców, trafiła do nas właśnie wtedy, kiedy ja rozpoczęłam zdjęcia w Atlancie. Fabuła filmu jest także pełna zwariowanych zbiegów okoliczności – moja bohaterka jest nieoczekiwanie zmuszona zająć się dzieckiem. W tym samym czasie, ja sama byłam w identycznej sytuacji.

Najtrudniejsze było jednak to, że bardzo dobrze pracowało mi się na planie z trojaczkami, które grały rolę mojego przybranego dziecka, ale jak na ironię, spędzałam z nimi więcej czasu niż moja adoptowaną córeczką. Krajało mi się serce … Ale wszystko dobrze się skończyło. Josh i ja jesteśmy bardzo szczęśliwymi rodzicami, a Naleigh jest wspaniałą, śliczną dziewczynką.

Pytanie: Czy przed sfinalizowaniem adopcji przeżyłaś trudne chwile?

HEIGL: Tak, przed wyjazdem z Korei Naleigh musiała przejść operację, aby załatać dziurkę w jej sercu. Teraz jest już całkiem zdrowa, tak jak i jej serduszko. Jej choroba była jednym z powodów, dla których została oddana do adopcji. Bardzo cieszymy się, że trafiła właśnie do nas, że mogliśmy stworzyć dla niej dom i dać jej nadzieję na lepsze życie.

Pytanie: Czy macierzyństwo sprawiło, że praca nad filmem nabrała dla Ciebie głębszego znaczenia?

HEIGL: Myślę, że film pomógł mi lepiej zrozumieć, jak bardzo macierzyństwo zmienia nasze życie. Pomimo, że od kilku lat byłam mężatką, nie mając dziecka, którym trzeba się opiekować, poświęcałam więcej czasu dla siebie samej. A potem, nagle, zaczęłam postrzegać siebie jako członka rodziny, zaczęłam chronić swoje dziecko, mieć poczucie, że tworzę jej przyszłość. Macierzyństwo to w porównaniu z byciem singlem albo związkiem kompletnie inny stan świadomości. Jestem głęboko przekonana, że każda kobieta ma w sobie instynkt macierzyński, który odzywa się, kiedy zjawia się dziecko, którym trzeba się opiekować i sprawia, że zaczynamy rozumieć ten ciężar odpowiedzialności.

Pytanie: Komedie, w których zagrałaś, na przykład „Wpadka”, „27 sukienek” i „Brzydka prawda” odniosły duży sukces. Czy komedia jest Twoim ulubionym gatunkiem?

HEIGL: Na to wygląda, choć nie umiem tego wyjaśnić. Może powinnam grać więcej w dramatach i być trochę bardziej finezyjna. Ale z drugiej strony, takie filmy, jak „Och, życie” są po prostu przezabawne. Nie jestem wybredna, jeśli chodzi o propozycje. W tej chwili większość ofert, które dostaję, to komedie, ale wiem, że przyjdzie też czas na poważne filmy obyczajowe. Rola, jaką grałam w „Chirurgach” była z gatunku tych poważniejszych i wiem, że pewnego dnia przyjdzie czas na dramat. To się wydarzy pewnego dnia.

Pytanie: Co oznacza dla Ciebie adopcja i macierzyństwo?

HEIGL: Macierzyństwo całkowicie odmieniło mój dotychczasowy stosunek do życia. Wiem, że nie jestem oryginalna, ale czuję, że się zmieniłam. Jestem spokojniejsza, mniej skoncentrowana na pracy. Pojawienie się dziecka było bardzo ważnym momentem w moim życiu, który sprawił, że stałam się szczęśliwa.

Jestem bardzo wdzięczna losowi, że w moim życiu pojawiła się ta mała istotka. Jestem wdzięczna, że stała się moją córką. Jestem wdzięczna, że odnalazłyśmy się nawzajem. Tu nie chodzi nawet o samą adopcję. Po prostu, ja chciałam być matką, a ona potrzebowała rodziców – teraz tworzymy razem rodzinę.

Pytanie: Czy decyzję o odejściu z obsady „Chirurgów” podjęłaś z powodu adopcji Naleigh?

HEIGL: Nie, choć muszę przyznać, że pojawienie się dziecka bardzo ją przyśpieszyło. Ponad dwa lata temu, rozmawiałam po raz pierwszy z (pomysłodawczynią serialu) Shondą Rhimes o tym, że chcę zmienić swoje życie. Powiedziałam jej, że chcę starać się o dziecko - — Josh i ja byliśmy wtedy w trakcie procedury adopcyjnej – a ja po prostu chciałam ją o tym fakcie uprzedzić. Uszanowała moją decyzję i bardzo mnie wspierała. Chciała się upewnić, że uda mi się pogodzić pracę przy serialu z macierzyństwem i dowiedzieć się, czy ja też tego chcę. Koniec końców, okazało się, że nie da rady zmienić terminarza zdjęć, tak, aby nie kolidował z planami pozostałych aktorów i członków ekipy realizacyjnej. Czułam, że to nie jest fair w stosunku do nich, nie chciałam, aby się do mnie dostosowywali.

Pytanie: Czy nie bolą Cię krytyczne głosy, że adopcja dzieci stała się modna wśród hollywoodzkich gwiazd?

HEIGL: Nie, nic mnie to nie obchodzi… To zresztą zabawne. Moja mama i ja śmiejemy się, kiedy słyszymy, jak ludzie mówią - ‘'Ona na pewno to zrobiła z powodu mody'‘. W takich sytuacjach, moja mama odpowiada - ‘'Wychodzi na to, że byłam trendsetterką, bo ja zdecydowałam się na adopcję Twojej siostry jeszcze w latach 70-tych! (siostra Heigl, Meg pochodzi z Korei Południowej – red.)”.

Pytanie: Miałaś burzliwe relacje z producentami „Chirurgów”…. Czy Twoje odejście z serialu było polubownym rozstaniem?

HEIGL: Tak, tak myślę. To był dla wszystkich szok, bo producenci byli przekonani, że „coś da się wymyśleć”. Wiem, że moim odejściem najbardziej rozczarowani byli fani serialu oraz pozostali członkowie ekipy, ale ja musiałam dokonać wyboru. Mam nadzieję, że podjęłam dobrą decyzję… Cholera. Zawsze chcemy mieć wszystko, ale tak się nie da w życiu…. Musiałam zebrać w sobie odwagę, aby zrobić krok do przodu.

Jest mi bardzo smutno z powodu odejścia z serialu, ale czuję pod skórą, że była to trafna decyzja. Wiedziałam, że z powodu pracy nie chcę poświęcać moich kontaktów z dzieckiem. Moje relacje z Naleigh będą zawsze trochę skomplikowane. Musiałam bardzo dużo pracować nad tym, aby wytworzyła się między nami więź. Miałam obsesję na jej punkcie, choć wiem, że Naleigh doskonale radzi sobie beze mnie. [śmiech]

Pytanie: Dlaczego tak uważasz?

HEIGL: Było mi bardzo trudno, bo na początku Naleigh bardzo przywiązała się do Josha (męża aktorki, Josha Kelly’ego, a nie partnera z filmu „Och, życie, Josha Duhamela – red.). Pokochała go tak bardzo, że ledwie tolerowała moją obecność. A ja chcę, aby miała świadomość, że zawsze będę stać za nią murem i bardzo nie chcę jej rozczarować. [aktorce łamie się głoś ze wzruszenia]

Pytanie: Masz opinię odważnej i szczerej do bólu osoby …


HEIGL: Nigdy nie bałam się mówić tego, co myślę. Nie rozumiem dlaczego żyjemy w kulturze, w której aktorzy i politycy nigdy nie okazują swoich prawdziwych uczuć i nie zdradzają, co tak naprawdę myślą na różne tematy. Jestem przekonana, że moi przyjaciele cenią we mnie otwartość – zawsze mówię im to, co myślę na dany temat i oczekuję od nich tego samego. Mam świadomość, że byłam wielokrotnie gromiona za szczerość w mediach, choć mam poczucie, że nie myliłam się, co do różnych kwestii. Nie mam zamiaru rezygnować ze swojej wolności słowa tylko po to, aby zadowolić ludzi, którzy uważają, że w przeciwieństwie do mężczyzn, kobietom nie wolno otwarcie wyrażać swoich opinii, a tym bardziej krytycznych uwag.

Pytanie: Twoja bezpośredniość sprowadziła na Ciebie krytykę mediów, które przedstawiają Cię jako zepsutą aktorkę. Wiele kontrowersji wzbudził fakt, że nazwałaś „Wpadkę”, swój pierwszy wysokobudżetowy film, mianem „seksistowskiego”, a potem publicznie zaatakowałaś Isaha Washintona, kolegę z planu „Chirurgów” za niewybredne uwagi na temat gejów skierowane pod adresem T.R. Knighta. Wystąpiłaś też w programie Davida Lettermana, gdzie narzekałaś na 17-godzinny dzień pracy na planie serialu?

HEIGL: Tak, wiem, że tylko siebie mogę winić za to, jak jestem postrzegana przez opinię publiczną. Jestem bardzo otwartą osobą i bez ogródek o wszystkim mówię, nawet, jeśli tego dnia jestem w złym humorze, jestem zmęczona lub wiem, że nie powinnam pozwolić sobie na tego typu uwagi. Nigdy jednak nie chciałam celowo upokorzyć lub ośmieszyć moich kolegów z planu „Chirurgów”. Moim zdaniem, w przypadku T.R.’a opowiedziałam się po dobrej stronie. Nie ma zamiaru za to przepraszać i swoją drogą, to ciekawe, że media szufladkują Cię jako sukę, tylko dlatego, że będąc kobietą nie boisz się otwarcie głosić swoich poglądów!

Z drugiej strony, mam świadomość, że nie powinnam była narzekać na długi dzień pracy na planie „Chirurgów” w programie Lettermana. Wszyscy członkowie obsady mają tak samo długie godziny pracy, a więc nie powinnam nic na ten temat mówić. Jestem wdzięczna, że miałam szansę pracować przy tym serialu, który sprawił, że stałam się niezależna finansowo i stał się początkiem mojej kariery filmowej. Trudno, żebym nie była za to wdzięczna!

Pracuję nad sobą, aby najpierw myśleć, a potem mówić, i działać mniej impulsywnie, kiedy rozmawiam o swoim życiu. Moje życie jest wspaniałe i mam tylko nadzieję, że nikt nie uzna mnie za zepsutą lub niewdzięczną osobę.

Pytanie: Będąc nastolatką, a potem dwudziestokilkuletnią osobą, pracowałaś jako modelka i aktorka. Jak wspominasz tamte czasy?

HEIGL: Pracowałam jako modelka, aby się utrzymać i pracować jako aktorka, bo granie było moja prawdziwą pasją. Kiedy miałam 10-11 lat, zaczęłam pozować do zdjęć publikowanych w katalogach dużych domów towarowych – moją rodzinę w Canaan (w stanie Connecticut) odwiedziła ciotka i niedługo potem podpisałam kontrakt z nowojorską agencją Wilhelmina Agency.

Ale tak naprawdę zawsze chciałam zostać aktorką. Nigdy nie widziałam się na wybiegach w Paryżu, Mediolanie czy Londynie. Nie wiązałam swojej kariery z modą. Nigdy też nie miałam zamiaru zagłodzić się na śmierć! (śmiech) I teraz też się nie głodzę!

Pytanie: Media uznały Cię za jedną z najpiękniejszych hollywoodzkich aktorek. Czy ma to dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie?

HEIGL: To wywiera na mnie dodatkową presję. Są dni kiedy czuję się atrakcyjna, a kiedy indziej jestem przekonana, że wyglądam okropnie. Kiedy dorastałam, cały czas gapili się na mnie faceci, bardzo się za mną oglądali – to było czasem fajne, a innym razem przerastało mnie tak bardzo, że miałam ochotę zaszyć się w jakimś kącie. Tak to już po prostu jest. Zależy mi tylko na tym, aby mój mąż (piosenkarz Josh Kelley - para wzięła ślub w grudniu 2007 r. – red.) kochał mnie taką, jaką jestem.

Pytanie: Które aktorki były dla Ciebie wzorem kiedy stawiałaś pierwsze kroki w tym zawodzie?

HEIGL: Uwielbiam stare komedie romantyczne z Katherine Hepburn i Rosalind Russell, ale moją największą idolką jest Doris Day, która podobnie jak ja, jest z pochodzenia Niemką. Jest dla mnie uosobieniem hollywoodzkiego piękna. Uważam ją za prawdziwą ikonę filmu. Często myślę o niej wybierając suknię na wielką galę. Uważam, że Doris Day jest wspaniałą kobietą.

Pytanie: Jak wyglądało Twoje życie uczuciowe przed małżeństwem?

HEIGL: Tragicznie, zwłaszcza kiedy miałam dwadzieścia kilka lat. Miałam duże problemy z określeniem własnej tożsamości i byłam bardzo zagubiona. Starałam się o poważne role, których nie dostawałam, i nie bardzo wiedziałam czego oczekuję od mężczyzn i związków. To pewnie dlatego poczułam tak silną więź z moją bohaterką, Abby. Niby wiedziała czego chce, ale nigdy tego nie dostawała. Najpierw, trzeba zastanowić się, czego sami chcemy, jakie są nasze pragnienia, a potem wypracować kompromis, biorąc pod uwagę charakter naszego partnera.

Pytanie: A jak Tobie z tym poszło?

HEIGL: Bardzo długo bałam się być szczęśliwa, bo niczego w życiu nie da się do końca przewidzieć. Śmierć mojego brata (zginął w wypadku samochodowym w wieku 15 lat) wywarła na mnie ogromny wpływ. Uświadomiła mi, że w jednej chwili nasz świat i wszystkie jego sfery mogą się diametralnie zmienić – niekoniecznie na lepsze.

Pytanie: Jak poznałaś swojego męża, Josha?

HEIGL: Zostaliśmy sobie przedstawieni przez przyjaciół. To zabawna historia, bo następnego dnia po naszej pierwszej randce czekałam na jego telefon do trzeciej po południu. A potem, pomyślałam sobie – „Szlag by to trafił, sama do niego zadzwonię”. Zadzwoniłam i zaprosiłam go na grilla do znajomych. Przyszedł na imprezę i bardzo dobrze się na niej bawiliśmy. To był początek naszego związku.

Pytanie: A potem Josh zaczął do Ciebie dzwonić?

HEIGL: Nie! Wziął mnie na wstrzymanie. Tak było przynajmniej przez kilka miesięcy zanim zmienił swoje zachowanie. Cały czas zastanawiałam się – „Czy podobam mu się tak bardzo, jak on mi się podoba?”

Byłam jednocześnie rozedrgana i zaintrygowana, ale bardzo mi się podobał! Josh teraz twierdzi, a ja myślę, że kłamie, że wcale nie brał mnie na wstrzymanie, tylko po prostu taki jest. Odpowiedziałam mu – „Akurat, wcale taki nie jesteś!”. To była gra, ale rozegrał ją dobrze. Był tajemniczy i intrygujący. Musiałam o niego walczyć, starać się, aby spodobać mu się tak bardzo, jak on mi się podobał. Ale uważam, że pomiędzy szczerością a desperacją jest bardzo cienka granica.

Pytanie: Jesteście małżeństwem od prawie trzech lat… Jak się Wam układa?

HEIGL: Nie jestem dobrą żoną, bo łamię wszystkie zasady. Tak przy okazji, to samo robi Josh, a więc nie ma to większego znaczenia. Bez względu na to, lubię go jako człowieka, jest niesamowitym facetem. Nasze życie to praca, kompromisy oraz głupie chwile, w których sprzeczamy się, bo któreś z nas nie wyrzuciło pustej puszki po coli do kosza. Taka jest proza życia, ale to najważniejsze jest to, czego dowiedziałam się półtora roku temu, że Josh zawsze będzie mnie wspierał.

Pytanie: Czy nigdy się nie kłócicie?

HEIGL: (śmiech) Oczywiście, że są takie chwile!… Ale nawet, kiedy się kłócimy i atmosfera jest gęsta, jesteśmy na siebie wkurzeni, on zawsze stoi za mną murem, a ja za nim. Nic nie jest od tego ważniejsze. Nawet złośliwe komentarze poniżej pasa, niezadowolenie, któremu dajemy czasem wyraz nie są w stanie zaprzeczyć, że tworzymy razem grany duet.

Nie ma nic cenniejszego na tym świecie niż prawdziwy partner, ktoś, kto stoi za nami murem, bo bez tego rzeczywistość jest straszna, dziwna i pełna samotności. Uwielbiam wracać z nim do domu.

Pytanie: Jakie masz teraz cele w życiu?

HEIGL: Mam nadzieję, że uda mi się dorosnąć i stanę się kobietą, jaką zawsze chciałam być, ale zbyt się bałam albo dręczyły mnie wątpliwości dotyczące własnej osoby. Teraz jestem na najlepszej drodze, by urzeczywistnić ten cel!

12-02-2012
Komentarze Aby dodać komentarz, musisz się lub !
Brak komentarzy. Twoja opinia może być pierwsza.
Zamknij