„Spartakus” przy tym to bajka dla dzieciaków. Jak pisałam kiedyś - podobała mi się bardzo. Kolejna perfekcyjna produkcja telewizyjna, w sam raz dla przyzwyczajonego do mnogosci wrażeń widza. „Bogowie areny”, w co trudno uwierzyć, są jeszcze lepsi. Ów prequel, pokazujący to, co zdarzyło się przed czasami „Spartakusa”, jest jak jazda po bandzie bardzo szybkim pojazdem.
Jesteśmy w Kapui, jest pierwszy wiek przed nasza erą. Batiatus, znany ze „Spartakusa”, ma więcej włosów i mniej lat (brawo dla charakteryzacji) i wielką żądzę sukcesu. Za wszelką cenę. Teraz jest gotów na wszystko, aby wreszcie rozsławić swoją szkołę gladiatorów. Ma u boku silną osobowość i kawał niezłomnej, wyrachowanej i niebywale seksownej, lubiącej nowe erotyczne doświadczenia kobiety, czyli swą żonę Lukrecję. Ta para jest jak tajfun. Razem są straszna siłą. Momentami to duet tak toksyczny i tak zdeterminowany, że strach się bać, bo oboje chcą tylko jednego - sławy, władzy i pieniędzy. Pewnie czuliby się super w dzisiejszym szołbiznesie, ale i starożytna Kapua wystarczy…
Czego tu nie ma… są świetnie pokazane walki gladiatorów, które nakazują zadanie pytania - skąd wzięto tak genialnie umięśnionych aktorów, do tego ze świetną kondycją fizyczną. Tu, w przeciwieństwie do „Spartakusa” walki są jeszcze bardziej krwawe i jeszcze lepiej budują napięcie. Podobnie jest z seksem. Jest go jeszcze więcej, jest jeszcze mocniejszy, ale nadal bardzo estetycznie pokazany, w różnych wersjach i kombinacjach.
Dołóżmy jeszcze do tego: spiski na każdy kroku, krew bryzgającą po ścianach (jak zwykle w sposób wielce estetyczny…), dbałość o szczegóły, kostiumy i scenografię. A na koniec doceńmy przede wszystkim pasjonującą historię, bowiem Batiatus ze sprytnego dupka i oślizgłego, jakim był w „Spartakusie” staje się mocną, pełnokrwistą postacią. Co prawda nadal oślizgłą, ale przynajmniej z charakterem. To on jest osią tej historii. John Hannah jest świetny, jego serialowa żona, Lucy Lawless - jeszcze lepsza niż w „Spartakusie”.
Dobrze, że niedługo po emisji w Stanach możemy to ogladać. Wypada jedynie mieć nadzieje, że kiedyś u nas coś takiego powstanie. Na przykład na bazie historii naszej równie emocjonalnej, krwawej i pełnej seksu średniowiecznej…
A dlaczego nie? Zawsze można marzyć….
Karolina Korwin-Piotrowska

















































