Jak na kogoś, kto urodził się w piątek trzynastego, ma wiele szczęścia. Ma włosko- irlandzkie korzenie, dorastał na Brooklynie. Czyli wiemy już jedno - jest uparty, musi mieć silny charakter, bywa wyrywny… ma nawet szramę na twarzy po bójce na noże na planie jednego z filmów.
Zwykle gra paranoików, bandytów, neurotyków, ludzi balansujących na granicy, często mówiących z szybkością karabinu maszynowego. Niektórzy jego bohaterowie nagle giną, często w makabrycznych okolicznościach, nieobcy jest mu sarkazm i czarny humor. Dyżurny aktor Tarantino i Braci Cohen. I, co ważne, dyżurny aktor drugoplanowy, z gatunku tych, którzy mogą przejść się tylko raz w piątym planie, a i tak potem wszyscy pytają - co to za facet? Bo Buscemi ma magnetyzm, ma osobowość i to coś, co czyni aktora wielkim. Co pozwala mu być kameleonem. Do tego jest niezwykle inteligentny, co wyjątkowo w zawodzie mu nie przeszkadza.
Dlatego, kiedy dowiedziałam się, że będzie grał bandytę - gentelmana w serialu „Zakazane Imperium” pomyślałam od razu, że będziemy bardzo pozytywnie zaskoczeni. Bo będzie to przemiana dekady. Jako Nucky Thompson, gangster i polityk, rządzący twardą ręką Atlantic City jest genialny. To za słabe słowo na to, co oglądamy na ekranie w wykonaniu Buscemiego, ale innego nie znam. Film, którego akcja rozpoczyna się w 1920 roku, w przeddzień ogłoszenia prohibicji jest jednym wielkim koncertem gry Buscemiego. Gra wpływowego bandytę, który zbiera od wszystkich łapówki, handluje nielegalnie alkoholem, prowadzi nielegalne interesy, ale znajduje też czas, aby wygłosić porywające przemówienie na spotkaniu kobiet walczących o trzeźwość społeczeństwa lub pomóc brzemiennej kobiecie, której agresywny mąż źle skończył przez alkohol… W obu tych światach jest przekonujacym graczem. Z jednej strony brutalnie rozprawia się z przeciwnikami, by potem wysłać wieńce kwiatów na ich pogrzeb, z drugiej strony wykazuje wszelkie cechy „dobrego wujka”. Bombowa mieszanka. Nawet chodzi tak, że wzbudza respekt. Sposób, w jaki siada, patrzy na innych, słucha, kiedy ktoś mówi - jest magnetyczny. Zaskakujący. Niepowtarzalny.
Gangster z ludzką twarzą? Może. Przede wszystkim - człowiek z fascynującą i doskonale opowiedzianą historią. Może też dowód na to, że aby dostać rolę życia, trzeba czasami odczekać swoje na bocznicy, zagrać wspaniałe epizody i cały czas uczyć się warsztatu. Bo trzeba umieć nosić i zakrwawioną kurtkę bandyty z filmu „Fargo”, i elegancki kaszmirowy garnitur z „Zakazanego imperium”. Trzeba umieć chodzić jak menel, ale i jak wzbudzający respekt polityk. To się nazywa sztuka aktorska. Granie w serialikach tego nie daje…
Buscemi cały czas wiele gra w teatrze, reżyseruje, pisze scenariusze. Jest człowiekiem tajemniczym, który nic nie robi na pokaz. Kiedy zatrudnił się jako strażak po 11 września i pracował z strefie zero, odkopując ciała, zrobił wszystko, aby być nierozpoznanym. Udało się. Nie dba o tani rozgłos, dba za to o swój talent. A ten ma wielki. „Zakazane imperium” pokazuje Wielkiego Buscemiego. Warto było poczekać na coś takiego.
Karolina Korwin-Piotrowska













































