Na pewno jest na niej „Śniadanie u Tiffany’ego”, bowiem wtedy zobaczyłam na ekranie kobietę idealną i obejrzałam potem wszystkie jej filmy ze „Śmieszna buzią” i „Rzymskimi wakacjami na czele”. Po obejrzeniu „Śniadania” zaczęłam czytać wspaniałą prozę Trumana Capote’a, a jak byłam w Nowym Jorku, to pierwsze kroki skierowałam na Piątą Aleję do tego właśnie sklepu. Nie mówiąc o tym, że mam takie same okulary jak ona w pierwszej scenie filmu. Na liście musi też być „Olbrzym”, gdzie na planie spotkała się „wielka trójka”, czyli Elizabeth Taylor, Rock Hudson i James Dean. Świetne kino i wspaniała epicka opowieść o tym, jak na południu USA idą nowe czasy, nowi ludzie i jak zmienia się, bądź nie, stara gwardia. A do tego genialny Dean w scenie, kiedy wreszcie z szybu na należącej do niego ziemi tryska ropa, a on na naszych oczach powoli staje się milionerem.

















































