Zasada jest jedna - masz chwycić za gardło publikę i nie puszczać. Nie masz do tego scenografii, super strojów, jesteś tylko ty i publiczność. Prawda, jakie to łatwe? To pozory.
Otóż stand-up to jedna z najtrudniejszych form komedii na scenie. To czysty monolog. Nie ma sensu uczyć się go na pamięć co do przecinka czy kropki. Owszem, jest pewien temat, o którym opowiadamy, ale liczy się coś innego - barwna i ironiczna osobowość wykonawcy, jego poczucie humoru, inteligencja i tak zwana „nawijka”. W trakcie występu może okazać się, że nagle, przez kontakt bądź jego brak z publicznością, trzeba zmienić temat- wtedy nawijka, czyli zdolność opowiadania na każdy temat przydaje się bardzo.
Kto robił stand-up? W Ameryce, ojczyźnie stand-upu - najwięksi komicy - Jim Carrey, Robin Williams, Chris Rock, Woody Allen, Sarah Silverman, Jon Stewart. W Anglii - ostry jak brzytwa, kontrowersyjny, mój ulubiony Eddie Lizard czy znany wszystkim - Rowan Atkinson… W sklepach można kupić ich najlepsze występy - polecam wejść na amazon.com - to raj dla fanów stand-upu. Pieniądze tam wydane nie są stracone, a nauczyć się można naprawdę sporo.
To największa i najtrudniejsza szkoła zawodu, test na komika, na kontakt z odbiorcą, na trafność dowcipów, taki swoisty test - masz jaja czy nie? Nie podkręcisz niczego kostiumem, scenografią czy baletem na drugim planie. Jesteś tylko ty i ludzie. A ci jak się wkurzą i im się nie spodobasz, mają pełne prawo rzucić w ciebie jajem.
W czasach świetności polskich kabaretów mieliśmy pewne formy stand-upu - takie monologi w kabarecie Dudek to świetny przykład. Piosenka „W Polskę idziemy”… albo każdy monolog Gołasa czy Ireny Kwiatkowskiej. Za jednego z prekursorów „gadania do ludzi” w telewizji i na scenie można uznać genialnego Marcina Dańca - któż z nas nie pamięta jego monologu o najkrótszej na świecie walce Gołoty czy hymnie w wykonaniu Górniak na Mundialu w Korei? Toż to czysty stand-up. Jest tu i świetny tekst, ale podawany wielu modyfikacjom w zależności od publiki. Jest nośny temat - rzecz ważna – stand-up zwykle bazuje na aktualności, ale przede wszystkim jest wykonawca - on musi być jak plastelina, mieć „ucho” na ludzi i na siebie też - aby nie było ani krzty fałszu, bowiem stand-up tego nie toleruje i natychmiast ze sceny wieje kiczem.
U nas stand-up wchodzi wielką falą. Jest jeden i drugi program, jest stand-up w HBO. Ten ostatni prowadzi Hubert Urbański - z wykształcenia aktor, z zawodu prezenter, człowiek o nienagannej aparycji, inteligencji i totalnym poczuciu humoru. Widziałam jego jeden monolog - facet zdecydowanie rokuje. Jaja ma, resztę podkręci. Jedno, czego się obawiam to publiczność - nasza jest dość zachowawcza. Konserwatywna i przerażona tym, co słyszy ze sceny, a przy stand-upie musi być ‘po bandzie”. Bez tabu.
Życzmy więc sobie wyluzowanej publiczności, świetnych wykonawców, którzy wzorują się na najlepszych - osobiście polecam wszystko, co robi na scenie Robin Williams. To chodzący stand-up. Nawet jak idzie do talk show Lettermana czy Oprah - występuje. Dlatego jest tak genialny i ludzie go kochają.
Potrzeba nam naszego Robina Williamsa. Ktoś może go już zna?
















































