Niby wszystko jest przewidywalne. Młody chłopak, maturzysta, z dobrego liceum pełnego nowobogackich i zepsutych bachorków. Mają oni po 18 lat, są na utrzymaniu bardzo bogatych i bardzo zajętych rodziców, którzy są w stanie szyć im smokingi od projektantów na studniówkę. Mają modne ciuchy, w domu super sprzęt, a do szkoły wozi ich szofer. Słodkie życie.
Ale, jak w zbliżającej się wielkimi krokami dorosłości, wystarczy czasem jedna rzecz, z pozoru drobna, by zniszczyć dobry humor. Tutaj tę rolę pełni niby niewinny wygłup, do którego dochodzi na lekkim rauszu, za kulisami studniówkowego balu. Zabawa jest szampańska, łatwo dochodzi do prowokacji, jak zwał, tak zwał. Oczywiście ów wygłup wszyscy kręcą komórkami i po chwili, jako zabawny filmik z imprezy, ląduje na portalu społecznościowym i jest komentowany… Niby nic, ale konsekwencje jednego czynu będą miały swój ciąg dalszy. Życie głównego bohatera, Dominika, zmieni się diametralnie.
Dorośli, przynajmniej tak im się w tym filmie wydaje, poszliby z tym do psychoanalityka, napiliby się wódki z kolegami, zjedli jakąś magiczną tabletkę, albo zwyczajnie obrócili to w żart. Kiedy ma się 18 lat wszystko jest jednak czarno-białe. I jak następuje dramat, to po całości. Dominik, bohater filmu, nie daje sobie rady z tym, co się dzieje, a jego rodzice tym bardziej są bezradni. Bezradni są w tym filmie wszyscy. Nauczyciele. Psychiatrzy. Młodzież. Jestesmy zbyt często bezradni wobec wirtualnego świata i nie dajemy sobie też rady w świecie rzeczywistym.
Nie lubimy bohaterów tego filmu. Ani Dominik, ani jego rodzice to nie są komiksowe postaci rodem z koszmarnych polskich seriali. Jego wirtualny świat, w który wpada na początku kusi i wydaje się rajem, by z czasem stać się kolejną pułapką, z której nie ma wyjścia. Czy mu współczujemy? Do pewnego momentu, przynajmniej ja tak miałam, ten chłopak strasznie wkurza. Potem zaczynamy bać się razem z nim. Jego rodzice wcale nie budzą współczucia, wręcz myślę, że sobie na to, co dzieje w ich życiu, zasłużyli. W pewnym momencie jednak zaczyna się horror. I strach mysleć, jak się to skończy.
Świetny jest Jakub Gierszał w roli Dominika - jeśli mu nie odbije, zostanie wielkim aktorem, zapewne gwiazda swego pokolenia. Ma talent, urodę i inteligencję. Agata Kulesza i Krzysztof Pieczyński w roli rodziców tworzą prawdziwe, wielkie aktorskie kreacje. To dzięki nim i wielkiej odwadze i talentowi reżysera, ten film tak bardzo zostaje w głowie. Nie daje o sobie zapomnieć i cholernie boli. A już końcowa scena jest jak potężny policzek wymierzony nam wszystkim w twarz.
Kiedyś hitem był „Dług” Krauzego. Opowiadał o świecie tu i teraz. Obecnie mamy „Salę samobójców”. Warto dostać w twarz od tego filmu i wyjśc z kina, tak jak kiedyś wychodzilismy z „Długu”, bojąc się spojrzeć za siebie. Bo czyhać tam może coś, z czym możemy sobie nie dać rady.
Karolina Korwin-Piotrowska



















































