To „gościnne ujęcie” przetrwało w wersji końcowej. Reżyser „Szczęk” przyznaje, że poczuł smutek, gdy obejrzał film Zemeckisa z 2004 r. „Ekspres polarny”. Był przekonany, że został mocno w tyle w wykorzystaniu najnowszych technologii. Złożył później wizytę Zemeckisowi podczas montowania filmu Beowulf i dał się
namówić na eksperymentowanie. Spielberg wykorzystał zatem nowe technologie, a wyniki jego pracy Zemeckis postanowił wykorzystać je w końcowej wersji filmu. Spielberg powiedział magazynowi Empire, „Kiedy po raz pierwszy obejrzałem Ekspres polarny, byłem przerażony. Pomyślałem, O Boże, jestem starym facetem i coś mnie omija. Bob (Zemeckis) znalazł zupełnie nowy sposób kręcenia filmów. Nigdy się tego nie nauczę. Po 30 minutach filmu wyszedłem przygnębiony”. „Wróciłem do montażowni Boba i to zainspirowało mnie do dalszego działania. Bob dał mi starą kamerę Panasonic i powiedział “Dalej, Steve,zrób ujęcie!” Na ekranie miał cały świat. Kiedy się poruszałem, świat się zmieniał. To było, jak gra komputerowa. Zobaczyłem Beowulfa na smoku, więc skierowałem kamerę na jego twarz. Bob nacisnął Play i nagle to mnie wyzwoliło”. „Wziąłem dzieci do kina IMAX na Broadway’u w Nowym Jorku w dniu premiery
Beowulfa. Theo (mój syn) usłyszał ode mnie „To moje ujęcie!””





































