Strona główna Program Magazyn Filmy i seriale Video | O HBO HBO GO Zamów teraz | Rejestracja Logowanie
Logowanie
Zamknij
Zaloguj sie do serwisu HBO

Jeżeli posiadasz już konto wpisz nazwę użytkownika i hasło i w pełni korzystaj z serwisu HBO

Zaloguj się Zapomniałem hasła
Zaloguj się z konta na Facebooku

Jeśli posiadasz konto na Facebooku możesz automatycznie założyć konto w serwisie HBO. Wystarczy, że klikniesz poniższy przycisk, a będziesz mógł się cieszyć pełnią możliwości serwisu HBO!

Rejestracja
Zamknij

Witamy w serwisie HBO Polska!

Dlaczego warto się zarejestrować?

Dopasuj serwis do siebie: stwórz listę twoich ulubionych programów, artykułów i materiałów video, ustaw powiadomienia, a także zapoznaj się z recenzjami filmów, które chcesz zobaczyć. Wyjątkowa oferta dla Ciebie: włącz się w wydarzenia specjalne, bierz udział w konkursach, grach i quizach i zdobywaj atrakcyjne nagrody. Twoja opinia jest dla nas ważna! Komentuj, włącz się w dyskusję, głosuj na najlepsze i najgorsze filmy, spieraj się z naszymi ekpertami.


Wypełnij poniższy formularz

zarejestruj się
    Możesz się także zalogować za pomocą swojego konta na Facebooku!
Rodzina Borgiów

Rodzina Borgiów

Powiązane Artykuły

Trucizna, czyli skrytobójstwo na sposób włoski

A A
Współcześni ukuli nawet zwrot “kosztować z kielicha Borgiów”, co oznaczało po prostu “zostać otrutym”.
Współcześni ukuli nawet zwrot “kosztować z kielicha Borgiów”, co oznaczało po prostu “zostać otrutym”.

Nie tylko Borgiowie prowadzili ożywione życie towarzyskie i rodzinne. W polskim renesansie również zdarzały się fascynujące, romantyczne historie i jedną z nich jest miłość króla Zygmunta Augusta do wojewodziny trockiej, Barbary Radziwiłłówny. Władca poznał piękną wdowę podczas polowań w litewskich kniejach. Jeszcze za życia swojej pierwszej żony, Elżbiety Habsburżanki, nawiązał z Barbarą płomienny romans, a kiedy austriacka księżniczka dyskretnie umarła, poślubił kochankę wbrew woli rodziców oraz szlachty. Furia współczesnych była ogromna – oskarżano Barbarę, że zaczarowała króla, zarzucano jej niemoralne prowadzenie, a wśród jej kochanków wyliczano również świniopasa i wędrownego księdza, co jest, powiedzmy sobie uczciwie, mało prawdopodobne. Romans i skandaliczne małżeństwo poróżniły jednak głęboko rodzinę królewską, a po śmierci nieprzejednanego ojca, Zygmunta Starego, sztandar oporu przeciwko szaleństwom młodego pokolenia dzierżyła dumnie królowa matka – Bona Sforza.

Bona kochała Zygmunta Augusta miłością ogromną. To był jedyny syn - drugiego straciła, kiedy wybrała się na polowanie w zaawansowanej ciąży - wypieszczony, wyćwiczony, koronowany wbrew tradycji Rzeczpospolitej. Ale małżeństwa z poddanką, na dodatek wdową i to wątpliwej sławy, dumna Włoszka zdzierżyć nie mogła.

Zachował się list Zygmunta Augusta z czasów największej awantury o Basię, kiedy pisze wprost, że podczas spotkania z matką nie ściągnął rękawiczek ze strachu, żeby go nie zabiła działającą przez skórę trucizną. Raczej przesadzał. Mimo całej wściekłości Bona nie potrafiłaby, jak sądzę, zabić ukochanego syna. Ale Zygmunt August dotknął tutaj jednego z największych lęków epoki – włoskiej trucizny.

Od czasów antycznych skrytobójstwo było bronią kobiet. Pozbawione możliwości rozwiązywania sporów w bogobojnym mordobiciu, przodkinie nasze realizowały swe mordercze skłonności dyskretniej, przy pomocy trucizny i czarnej magii. A ludzie umierali w tamtych czasach młodo i bez oczywistych powodów, więc plotki o skrytobójstwie gęsto znaczą stronice kronik. Ale w renesansie coś się zmieniło. Etos rycerski odchodził w niepamięć i w kulturze dworskiej tężyzna zakutych w zbroje osiłków przestawała być jedyną cenną wartością. Poza tym przy okazji rozmaitych alchemicznych zabaw rozkwitała chemia, a wraz z nią – sztuka przygotowywania niezwykle skutecznych trucizn. Symbolem ich stosowania na długo miała pozostać rodzina Borgiów. Współcześni ukuli nawet zwrot “kosztować z kielicha Borgiów”, co oznaczało po prostu “zostać otrutym”.

Wierzono, że Borgiowie potrafią zabijać swoich wrogów zarówno truciznami działającymi błyskawicznie, jak i powolnymi. Symbolem ich umiejętności stała się osławiona. Recepta tego cudu z oczywistych powodów nie zachowała się – wprawdzie w renesansie zaczęły powstawać podręczniki trucicieli, ale tutaj akurat jesteśmy skazani na domysły. Najprawdopodobniej podstawowym składnikiem był arszenik. Wedle jednego z przekazów, aby uzyskać cantarellę, należało szczodrze posypać arszenikiem wnętrzności świeżo zabitej świni. Z gnijących resztek wyciskano cantarellę. Jak widać, recepta ta nie kojarzy się z aseptycznym wnętrzem laboratorium, a przecież ludzie renesansu znali jeszcze sporo dziwniejszych przepisów na trucizny. Szczególnie osobliwe były trucizny magiczne, których skuteczność nie wypływała już z samych składników (wszystko jedno jak obrzydliwych), ale wiązała się z rozmaitymi zaklęciami, poświęconym składnikami czy mocą demonów. Nawet różnica między trucizną a magicznym afrodyzjakiem (np. napojem miłosnym, który miał złamać czyjąś wolę i zmienić go lub ją w najwierniejszego kochanka) bywała ulotna i o do tego stopnia, że kobieciny oskarżone o otrucie małżonków całkiem często tłumaczyły się w sądzie, że wcale nie chciały nieszczęśnika ukatrupić, tylko dodały mu ziółka albo proszek do wieczornego piwa, żeby je jeszcze bardziej pokochał – no po prostu na zabój.

Trucizna szybko stała się włoskim towarem eksportowym. Śmierć modo Italiano, na sposób włoski, znaczyła śmierć od trucizny i obawiano się jej panicznie w całej Europie. Pomysłowość włoskich mistrzów, jeśli wierzyć źródłom, była wręcz niewyczerpana. Podawano śmiertelne mikstury w pokarmach, zatruwano księgi, szaty stosowano śmiertelnie skuteczne napoje i lekarstwa. A kto truł? Osobliwie często oskarżano o stosowanie trutek rozliczne włoskie księżniczki, jeśli wydano za mąż z dala od ojczyzny i nie miały szczęścia spodobać się poddanych małżonka. Taki los spotkał w Rzeczpospolitej Bonę Sforza, ale złą sławą znacznie przewyższała ją rodaczka na tronie Francji – Katarzyna Medycejska, której przypisywano całe mnóstwo skrytobójczych mordów i która jeszcze za życia stała się uosobieniem wszelkiego zła, jakie może ściągnąć na kraj kobieta, która pcha się do rządów. Ale oczywiście truły nie tylko Włoszki. O trucicielstwa oskarżano właściwie każdą władczynię (np. Elżbietę I w Anglii, czy Marię Stuart). I nic dziwnego, skoro praktycznie każda nagła, niespodziewana śmierć kładła się w tamtej epoce cieniem na przeciwnikach zmarłego. Paradoksalnie, nawet zgon Aleksandra VI przypisywano truciźnie. Papież miał stać się ofiarą rodzinnej skłonności do trucicielstwa, ponieważ przez omyłkę skosztował wina, naszykowanego przed ucztą dla własnych przeciwników politycznych. Po śmierci jego poczerniałe ciało wyglądało podobno nad wyraz okropnie i budziło straszliwy lęk. Ale współcześni oczywiście nie wyciągnęli z tego należytej moralnej nauki i nadal truli.

 

Anna Brzezińska
historyk średniowiecza, pisarka

 

 

 

 

 

Powiązane artykuły autorki:
Rzym – miasto kurtyzan
'Bóg dał nam papiestwo. Zabawmy się!' (Leon X)
Książę, który zmienił świat
Weselne dzwony
Żołnierze Fortuny
Ogłada, czyli co nie wypada

Komentarze Aby dodać komentarz, musisz się lub !
Brak komentarzy. Twoja opinia może być pierwsza.
Dzisiaj w HBO:
20:10 Nawet deszcz 21:55 Dwie ekipy 23:40 Milion dolarów
Zamknij