Strona główna Program Magazyn Filmy i seriale Video | O HBO HBO GO Zamów teraz | Rejestracja Logowanie
Logowanie
Zamknij
Zaloguj sie do serwisu HBO

Jeżeli posiadasz już konto wpisz nazwę użytkownika i hasło i w pełni korzystaj z serwisu HBO

Zaloguj się Zapomniałem hasła
Zaloguj się z konta na Facebooku

Jeśli posiadasz konto na Facebooku możesz automatycznie założyć konto w serwisie HBO. Wystarczy, że klikniesz poniższy przycisk, a będziesz mógł się cieszyć pełnią możliwości serwisu HBO!

Rejestracja
Zamknij

Witamy w serwisie HBO Polska!

Dlaczego warto się zarejestrować?

Dopasuj serwis do siebie: stwórz listę twoich ulubionych programów, artykułów i materiałów video, ustaw powiadomienia, a także zapoznaj się z recenzjami filmów, które chcesz zobaczyć. Wyjątkowa oferta dla Ciebie: włącz się w wydarzenia specjalne, bierz udział w konkursach, grach i quizach i zdobywaj atrakcyjne nagrody. Twoja opinia jest dla nas ważna! Komentuj, włącz się w dyskusję, głosuj na najlepsze i najgorsze filmy, spieraj się z naszymi ekpertami.


Wypełnij poniższy formularz

zarejestruj się
    Możesz się także zalogować za pomocą swojego konta na Facebooku!
Rodzina Borgiów

Rodzina Borgiów

Powiązane Artykuły

Rzym – miasto kurtyzan

A A
Anna Brzezińska: Rzym, siedzibę papieży i stolicę całego chrześcijańskiego świata, od dawna nazywano głowa świata (caput mundi), ale w czasach renesansowego szaleństwa niektóry złośliwie zmieniali tę nazwę na ogon świata (cauda mundi).
Rzym, siedzibę papieży i stolicę całego chrześcijańskiego świata, od dawna nazywano głowa świata

Obyczaje Aleksandra VI, który wcześniej był po prostu Rodrigem Borgią, nie stanowiły wyjątku. Otoczony wianuszkiem nieślubnych dzieci – ślubnych jako duchowny posiadać niestety nie mógł – i niezwykle wrażliwy na urodę niewiast gorszył oczywiście moralistów trybem życia, który niespecjalnie dawał się pogodzić z interesami papiestwa. W tamtych czasach wielu kardynałów żyło jednak jak udzielni książęta, przedkładając uczty, polowania i miłostki nad lekturę nabożnych ksiąg. A Rzym im sprzyjał i nęcił najrozmaitszymi pokusami.

W tamtych czasach bardzo wielu młodych rzutkich mężczyzn wybierało służbę Bogu nie tylko z powodu swej wyjątkowej nabożności. Plebejusze i młodsi synowie szlacheccy traktowali Kościół jako miejsce, w którym ich talenty zostaną docenione i gdzie mogą dochrapać się nawet najwyższych godności. Istniały precedensy: wszak papież Sykstus V był synem zwykłego chłopa. Słowem, z całej Europy ciągnęli do Rzymu rzutcy, młodzi ludzie, marząc, że za jakiś czas zadziwią współczesnych, dochrapią się wielkich zaszczytów i zdobędą fortunę. I mimo że byli zobowiązani do zachowania celibatu, wielu z nich tęskniło do kobiecego towarzystwa. Paradoksalnie nie chodziło wyłącznie o rozkosze łoża, ale również o obecność kobiet, rozmowę z nimi, flirt, wreszcie rodzicielstwo. I dlatego miasto bezżennych mężczyzn stało się również miastem kurtyzan, słynnych, opiewanych przez poetów i bardzo popularnych. Czy jedną z nich była Vannozza Catanei, matka dzieci Aleksandra VI i jego wieloletnia kochanka? Nie wiemy. Ale z pewnością zobaczymy kurtyzany u boku wielu purpuratów i nie zawsze będą z nimi rozprawiały o teologii światła.

Jeden z szesnastowiecznych podróżników napisał ze zdumieniem, że w Rzymie kurtyzana jest warta więcej niż własna małżonka, co poniekąd mogło mieć związek i z tym, że przyzwoita rzymska kobieta raczej nie wychodziła z domu po skończeniu dwunastego roku życia. Miejsce żon i córek zajmowały w przestrzeni publicznej kurtyzany. Oczywiście na rzymskich ulicach, w podrzędnych gospodach i zaułkach złej sławy rezydowała również potężna armia zwyczajnych prostytutek, ale od kurtyzan dzieliły je lata świetlne i nie stanowiła o tym wyłącznie różnice w zarobkach. Chociaż jak ich mniej luksusowe koleżanki kupczyły miłością, kurtyzany uważano za nierządnice uczciwe (meretrix honesta), co oznaczało, że są osobami godnymi szacunku i aprobowanymi przez bliźnich.

Kurtyzanę nazywano cortigiana, czyli dwórka, dama dworu, ponieważ, jak nie bez złośliwości zauważali współczesny, służyły dworowi papieskiemu, chociaż trochę inaczej niż szlachetne urodzone damy swojej królowej. Przebywając wśród renesansowych dostojników kościelnych oraz szlachty rzymskiej, musiały posiadać najmizerniejsze choćby wykształcenie oraz obycie, które pomagało im się znaleźć podczas uczt oraz bawić towarzystwo konwersacją. Błyszczały dowcipem: pewna brzemienna kurtyzana zagadnięta o ojca swego dziecka, odparła, że jest nim Senatus Populusque Romanus (Senat oraz Lud Rzymski – w starożytności nazwa Imperium Rzymskiego). Naturalnie musiały być również urodziwe i biegłe w sztuce miłości, a także swobodnie obracać się w skomplikowanym rzymskim towarzystwie, zyskiwać możnych protektorów oraz umieć zachowaniem, sposobem ubierania oraz wystrojem domostwa podkreślać swój status.

Nie bez znaczenia jest, że średniowiecze miało do prostytucji stosunek dosyć pragmatyczny. Podstawową definicję prostytucji stworzył rzymski prawnik Ulpianus Domitius, zmarły w 228 r. Uznał on, że prostytutka jest niewiastą, która często zmienia partnerów erotycznych oraz przyjmuje wynagrodzenie za miłość (co ciekawe, ten drugi warunek nie zawsze był równie istotny jak pierwszy – czasami wystarczało się prowadzić nieobyczajnie, by zostać uznaną za prostytutkę). Jednakże mimo całego oburzenia moralistów oraz klątw kaznodziejów, którzy z ambon smagali grzeszników groźbą potępienia wiecznego, ludzie średniowiecza uznawali, że prostytucja jest wprawdzie procederem nagannym, ale ze wszech miar niezbędnym. Należało ją zatem odpowiednio kontrolować i dlatego w miastach średniowiecza od XIV-XV wieku powstawały oficjalne, by nie rzec urzędowe burdele, zarządzane przez specjalnie do tego celu wyznaczonych urzędników miejskich, na przykład kata albo jego połowicę. Od pracy skoszarowanych tamże ladacznic odprowadzono do kasy miejskiej stosowny podatek, je zaś same zobowiązywano do przestrzegania norm pracy (np. zaprzestania działalności podczas świąt) oraz zdrowotnych (z zamtuzów usuwano damy zarażone syfilisem). Miejskie zamtuzy były otwarte wyłącznie dla mężczyzn nieżonatych, chociaż trzeba przyznać, że określenie stanu małżeńskiego podróżnych stanowiło niejaką trudność, a tubylców nie sprawdzano zawsze nazbyt rygorystycznie. Niemniej oficjalnie małżonkom, którzy chcieliby skorzystać z usług ladacznic, groziły surowe kary.

Oprócz licencjonowanych przybytków płatnej miłości istniało całe mnóstwo miejsc, gdzie można się było nią nasycić nieoficjalnie. Jak świat światem, istniały prostytutki pokątne, które zasadniczo zajmowały się czym innym, ale w razie możliwości nie gardziły też okazją do dodatkowego zarobku. Często takie nielegalne usługi świadczyły dziewki w karczmach, tancerki, ubogie tkaczki czy praczki. Przybytkami płatnej miłości bywały również łaźnie, gdzie przychodzono, owszem, odświeżyć się i umyć, ale również zjeść posiłek, napić się, pokonwersować – a przy okazji użyć i innych uciech. Powstawały również nielegalne zamtuzy, a wiele prostytutek uprawiało swoje rzemiosło po prostu na ulicach czy nawet na cmentarzach pod samiuśkim murem świątyni (co zresztą surowo ścigano). Osobną kategorię stanowiły nierządnice wędrowne, które włóczyły się po gościńcu w poszukiwaniu klientów, ściągały do miast na jarmarki czy sejmy albo wędrowały za wojskiem. Miasta starały się bronić przed ich inwazją i co jakiś czas wyłapywały takie nielegne imigrantki, po czym – niejednokrotnie po chłoście, wystawieniu na pokaz w klatce i upokarzającej procesji przez miasto – skazywały na wygnanie.

Prostytutki w średniowieczu znajdowały się na marginesie, ale jednak należały do społeczności i ich sytuacja różniła się zdecydowanie od losów prostytutek epoki wiktoriańskiej. Około 30 roku życia ich kariera zawodowa dobiegała kresu, ale wbrew pozorom wielu z nich udawało się szczęśliwie wrócić do normalnego życia. Część znajdowała męża, co było znacznie łatwiejsze, jeśli zdołał zgromadzić jakiś posag, inne zostawały służącymi lub gospodyniami duchownych. Obraz steranej życiem, wyniszczonej ladacznicy, która w nędzy i zapomnieniu dożywa swoich dni, żebrząc pod kościołem, wcale nie jest dla tamtych czasów prawdziwy. Owszem, zdarzało się i tak, ale nie zawsze.

Sytuacja prostytutek stawała się coraz trudniejsza w miarę upływu średniowiecza. U jego schyłku pojawiły się rozmaite restrykcje, np. zakaz wstępu do miejsc publicznych (w Gdańsku zakazano im wejścia do Dworu Artusa), nie pozwalano, by zatrzymywały się w kościele dłużej niż na odmówienie modlitwy czy spowiedź. Władze miast usiłowały narzucać im stroje, żeby odróżnić je od uczciwych kobiet – specjalne nakrycia głowy, żółte, zielone lub czarne naszywki, wstążki czy pętelki. Bolesna była również zmiana nastawienia cechów. Wprawdzie w 1198 r. papież Innocenty III ogłosił, że jeśli ktoś poślubi prostytutkę, grzechy zostaną mu odpuszczone za wyrwanie jej z czeluści grzesznego nierządu. Niestety, w późnym średniowieczu i renesansie chęć do zbawiania zabłąkanych duszyczek osłabła tak dalece, że w XV w. cechy zaczęły wykluczać mistrzów żonatych z eks-ladacznicami, a w XVI w. zaczęto w ten sam sposób piętnować czeladników. Pojawiały się również prawa antyluksusowe – zakazywano ladacznicom noszenia kosztownych obszyć, złotych i srebrnych ozdób, pereł, szlachetnych kamieni, gronostajów.

Kres czasom świetności rzymskich kurtyzan położyło sacco di Roma, rzeź Rzymu po zdobyciu miasta przez najemników Karola V. Splądrowana i upokorzona Stolica Piotrowa nie sprzyjała już beztroskim uciechom ciała. W 1522 r. zakazano kurtyzanom noszenia stroju szlachetnych rzymianek. W 1550 r. pod karą chłosty zabroniono im jeżdżenia powozami, co było bolesnym ciosem, bo te przejażdżki kurtyzany uważały za oznakę swego szczególnego statusu. Trzeba jednak przyznać, że zakaz ten nie zawsze był respektowany, czasami na prośbę, powiedzmy, kardynała gubernator uchylał go dla jakiejś ustosunkowanej ślicznotki, a chłostę zamieniano na grzywnę – dzięki czemu najzamożniejsze kurtyzany jeździły po staremu powozami, a kasie papieskiej przybywało niezbędnej gotówki. Pius V postanowił skoszarować wszystkie kurtyzany w jednej dzielnicy, przy czym ani jej mieszkańcy ani w ogóle obywatele rzymscy nie byli zachwyceni tą wizją moralnego uzdrowienia, ale na szczęście papież zmarł, zanim doszło do otwartego buntu. Jednocześnie coraz częściej dobrze urodzone rzymianki towarzyszyły swoim mężom na ucztach i w przejażdżkach powozami, a kontrreformacyjna odnowa obyczajów sprawiała, że purpuraci mniej chętnie utrzymywali konkubiny i obnosili się z kurtyzanami. Jednakże przez cały XVI wiek stanowiły one jedną z największych – nie tylko turystycznych – atrakcji miasta.

Dlaczego tak wiele kobiet wybierał takie życie? Pietro Aretino w “Żywotach kurtyzan” stworzył dialog dwóch dam lekkich obyczajów, Antonii oraz Nanny, które zastanawiają się, jaką przyszłość obrać dla córki tej ostatniej, Pippy. W grę wchodził klasztor, małżeństwo oraz życie kurtyzany, co poniekąd wyczerpuje wybory życiowe niewiasty w tamtych czasach. Rada Antonii brzmi: “Zrób z Pippci kurtyzanę! Mniszka gwałci mniszą przysięgę, mężatka małżeńską, kurtyzana przynajmniej nie ma na swym sumieniu ani reguł, ani męża. Jest ona jak ten żołnierz, któremu płacą za to, że niszczy wszystko naokół. (...) A zresztą dobra to rzecz – gdy cię ludzie godnie zawsze traktują, gdy nawet wielcy panowie obchodzą się z tobą jak z markizą! Przednia to rzecz, na honor – jeść zawsze po pańsku, wylegiwać się na puchach, ubierać się w atłasy, tracić czas na uciechach, weselu, zabawie!”.

I wiele matek słuchało rady Antonii. Wiele starzejących się kurtyzan przyuczało swoje córki do zawodu, a bezdzietne matkowały pięknym młodym dziewczętom, które wprowadzały w arkana swojej sztuki, żeby potem partycypować w ich zyskach. Niektóre kurtyzany przygarniały w szpitalach małe urodziwe dziewczynki i wychowywały je jak własne, żeby zapewnić sobie godziwą starość, kiedy taka wychowanka zacznie zarabiać. Podobnie postępowało też wiele ubogich matek, które ściągały do Rzymu wraz z pięknymi córkami i stręczyło je, wierząc, że osiągną sukces i staną się kurtyzanami. Rzym obfitował również w stręczycieli, którzy wypatrywali na ulicach urodziwych dziewcząt i oferowali rodzinom pomoc w sprzedaży ich dziewictwa, oczywiście za należytą prowizją. Musiała być to sytuacja dosyć powszechna, bo kiedy pewna matka się nie zgodziła, zdumiony rajfur wykrzyknął z pretensją: “Pani nie jest normalna, któregoś pięknego dnia dziewczyna zrobi to z jakimś nieznanym włóczęgą całkiem za darmo i wtedy się przekona, ile straciła.” Niejedna matka postępowała jednak zupełnie inaczej, przymuszając swoją dziewiczą córkę do prostytucji lub sprzedając ją do zamtuza. Handel żywym towarem był zagrożony grzywnami, konfiskatą majątku albo wręcz śmiercią, jednak na tyle zyskowny, że nigdy nie udało się go zdusić.

Nie każdej kandydatce na kurtyzanę udawało się korzystnie sprzedać dziewictwo, niektóre zaczynały karierę jako zwykłe prostytutki i dopiero stopniowo zyskiwały wyższy status. A ladacznicą zostawało się z różnych powodów. Część kobiet do nierządu popychało ubóstwo. Inne uciekły z domu z miłości, ale wybranek okazał się alfonsem – albo zwyczajnym łajdakiem, który je zostawił w obcym mieście bez środków do życia. Czasami ladacznicami zostawały żony, które odchodziły od niekochanych, odstręczających mężów. Wiele wywodziło się spośród służących.. Ubogie wiejskie dziewczyny przybywały do miasta, najmowały się na służbę, a kiedy gospodarz albo jego syn je zniewolił i zaszły w ciążę, lądowały na bruku. Pozbawione opieki ojców i braci, mogły paść ofiarą gangów młodych, nieżonatych mężczyzn, którzy polowali w średniowiecznych i wczesno nowożytnych miastach na kobiety wątpliwej reputacji (np. gospodynie księży) i gwałcili je grupowo.

Najsłynniejszą kurtyzaną renesansowego Rzymu była Imperia, która urodziła się w 1481 r. i naprawdę nosiła imię Lukrecja. Jej matka była również kurtyzaną. Najpóźniej w 1506 r. Imperia stała się już powszechnie znana i wielbiły ją wszystkie słynne osobistości Rzymu. Pewien rzymski arystokrata oddał jej do dyspozycji dom, urządzony z takim smakiem i tak kosztownie, że wedle anegdoty ambasador Hiszpanii, kiedy miał ochotę splunąć, napluł w twarz własnemu służącemu, oznajmiwszy: “Nie zwracaj na to uwagi, ale nie ma tu doprawdy nic brzydszego niż twoja gęba.”. Imperia na długo związała się z Agostinem Chigim, bajecznie bogatym królem bankierów. Najprawdopodobniej z jego powodu popełniła w 1512 r. samobójstwo, bo Chigi postanowił się ożenić z księżniczką Mantui i było mało prawdopodobne, żeby po ślubie kontynuował związek z kurtyzaną. Zażyła truciznę. Chigi próbował ja ratować, ale lekarze nie mogli już nic zdziałać. Papież zdążył jeszcze udzielić jej rozgrzeszenia. Współcześni porównywali jej śmierć z upadkiem Imperium Rzymskiego:

Dwóch bogów dało Rzymowi dwa wielkie dary:
Mars dał Imperium, a Wenus Imperię.
Lecz aby Mars mógł stworzyć Imperium, Wenus zaś Imperię,
Musieli obydwoje, w jednaki sposób, wytężyć wszystkie swe siły.
Przeciwnikami ich byli Fortuna i Śmierć.
Fortuna ukradła Imperium, Śmierć porwała Imperię.
Nasi ojcowie opłakiwali utratę Imperium, my opłakujemy jej zniknięcie:
Starzy postradali potężne królestwo, my zaś straciliśmy nasze serca.
(Gian Francesco Vitale)

O statusie jej mniej znanych koleżanek przesądzało wystawne życie, sława oraz możni protektorzy. W XVI wieku nie kryto się zbytnio z kontaktami w kurtyzanami. Przeciwne, były one oznaką statusu i mężczyźni, wyposażając kochanki, demonstrowali bogactwo i władzę. Nie przeszkadzało im, że obdarzają swoimi wdziękami również innych. Zdarzały się wieloletnie konkubinaty “na wyłączność”, ale często kurtyzana zawierała z klientem umowę, że w zamian za honorarium będzie do jego dyspozycji w określone dni tygodnia, podczas pozostałych jednak cieszyła się swobodą. Niekiedy ubożejący mężczyzna postanawiał “podzielić się” łaskami kurtyzany z przyjacielem i wówczas składali się na jej wynagrodzenie, które poprzednio płacił jeden z nich. Za niestosowne uważano jednak preferowanie któregoś z klientów ponad innych, jeśli nie był od innych dostojniejszy i wyższego stanu. Kurtyzana nie powinna afiszować się z uczuciem do jednego z kochanków: to szkodziło interesom. Nie mogła też wybierać sobie klienta niższego stanem od reszty. Pozostali mogli poczuć się tak znieważeni jej decyzją, że potrafili wręcz wynająć zbirów, żeby lekkomyślną kochankę okaleczyli bądź oszpecili. Mężczyźni w tamtych czasach byli niezwykle drażliwi w kwestii swojego prestiżu – także w sypialni.

Jak można się domyślać, klienci przychodzili do kurtyzan jednakże nie wyłącznie po to, żeby się przejechać reprezentacyjnym powozem, zjeść wystawny posiłek czy podyskutować o Arystotelesie. Kurtyzany miały przede wszystkim dostarczać rozkoszy, których nie znaleźliby u uczciwych kobiet. Odczucia samej damy lekkich obyczajów nie miały większego znaczenia. Niezawodny Aretino w usta jednej z nich wkłada znamienne narzekania: “obracają nas i przewracają, posuwają na wszelkie możliwe sposoby i w dzień, i w nocy, a jeśli któraś nie chce przystać na wszelakie świństwa, jakie tylko wymyślić się zdoła, ginie w nędzy.” Wedle współczesnych wśród tych świństw bardzo popularne były stosunki analne, nie bez powodu nazywane “uciechami prałatów”. Być może dlatego kurtyzany widywano czasami w męskim przebraniu, które w niektórych okazjach było po prostu wygodniejsze, ale też wielu podniecało. “Skoro tylko mężczyzna ujrzy cię przebraną za chłopca, rzuci się na ciebie niczym głód na ciepłą bułkę i, nie czekając aż położysz się do łóżka, każe ci oprzeć się głową o ścianę albo podeprzeć o skrzynię.” – to znów Aretino. Ale kurtyzany uważano za niezwykle wprawne w rozmaitych rodzajach miłości i literatura epoki wymienia ponad trzydzieści pozycji, w których zaspokajały klientów.

Trudno zgadnąć, czym Guilia Vanozza Cattanei oczarowała Aleksandra VI. Pozostawała jego kochanką przez długie lata, spłodzili też sporo potomstwa. Notoryczne lekceważenie przez Borgię celibatu może zaskakiwać współczesnego widza, ale dobrze mieściło się w obyczajach epoki. Papież Paweł III Farnese uznał swoje nieślubne dzieci, a jednemu z nich zapewnił księstwo Parmy. Nieprzeliczone było potomstwo kardynałów. Niestety zwykle bardzo mało wiemy o matkach arystokratów z nieprawego łoża. Czy były wśród nich kurtyzany? Trudno powiedzieć. Jeśli ojciec zdecydował się uznać dziecko, oddawał je na wychowanie jakiejś zacnej krewnej o nieposzlakowanej opinii, a matka – kobieta bądź co bądź lekkich obyczajów – musiała na zawsze rozstać się z potomstwem, aby nie padł na nie cień jej reputacji. Vanozza również nie wychowywała swojej córki Lukrecji, nie była na jej ślubie. Ale dożyła szczęśliwie sędziwego wieku siedemdziesięciu sześciu lat, zmarła jako zamożna kobieta i została pochowana w kościele Santa Maria del Popolo. Wiele kurtyzan marzyło o takim losie.

 

Anna Brzezińska
historyk średniowiecza, pisarka

 

 

 

 

 

Powiązane artykuły autorki:
'Bóg dał nam papiestwo. Zabawmy się!' (Leon X)
Trucizna, czyli skrytobójstwo na sposób włoski
Książę, który zmienił świat
Weselne dzwony
Żołnierze Fortuny
Ogłada, czyli co nie wypada

Komentarze Aby dodać komentarz, musisz się lub !
Brak komentarzy. Twoja opinia może być pierwsza.
Dzisiaj w HBO:
20:10 Nawet deszcz 21:55 Dwie ekipy 23:40 Milion dolarów
Zamknij