Jeżeli posiadasz już konto wpisz nazwę użytkownika i hasło i w pełni korzystaj z serwisu HBO
Jeśli posiadasz konto na Facebooku możesz automatycznie założyć konto w serwisie HBO. Wystarczy, że klikniesz poniższy przycisk, a będziesz mógł się cieszyć pełnią możliwości serwisu HBO!
Zaloguj sięPlebejusze, jeśli byli bystrzy i orientowali się w skomplikowanym układzie sił w kurii, zostawali dostojnikami Kościoła. Inni próbowali swoich sił w biznesie, bo dzięki wprowadzeniu nowego rodzaju kontraktów ekonomicznych nawet młody człowiek pozbawiony sensownego kapitału mógł zdobyć fortunę. Musiał po prostu znaleźć inwestora, który powierzy mu swoje pieniądze do jakiegoś ryzykownego przedsięwzięcia, na przykład morskiej podróży do Lewantu po cenne korzenie. Sam wnosił, jak by to ująć, swoją osobę i osobiście nadzorował misję, a jeśli udało mu się wrócić szczęśliwie, nie zatonął podczas burzy i nie został zeżarty przez ludożerców, dzielił się z inwestorem zyskami. Cała masa ubogich, młodszych synów kupieckich albo rzemieślniczych śniło sny o fortunie, o złocie, korzeniach, powodzeniu. Inni zostawali artystami: przecież Leonardo da Vinci był nieślubnym synem notariusza i chłopki.
A jeszcze inni brali się z fortuną za bary jako najemnicy. Ich historie brzmią jak bajki. Carmagnola, który walczył i zwyciężał dla Viscontich w Lombardii, był synem chłopa i w dzieciństwie pasał świnie. Gattamelata, czyli Erasmo z Narni, jeden z najsłynniejszych kondotierów włoskiego renesansu, ten z niesamowitego posągu Donatelli na rynku Padwy, był synem piekarza; jego przydomek Gattamelata znaczy Słodka Kotka i przed śmiercią Kotka mocno trzymała w pazurkach Padwę. Francesco Sforza, który zastąpił Viscontich na tronie Mediolanu, był nieślubnym synem kondotiera. Jeśli więc człowiek miał odpowiednie zdolności, żelazną wolę i wiele szczęścia, niósł swoje marzenia na końcu miecza, nawet jeśli te marzenia wykraczały poza kontynuowanie rzemiosła rodziców i pielęgnowanie własnego ogródka.
Niestety, Juan Borgia, którego tatuś przeznaczył do kariery wojskowej, okazał się zwyczajną łajzą. Można mu wybaczyć, że był hulaką, dziwkarzem i leniem, bo podobnie żyło wielu innych arystokratów. Jego wybujała ambicja i arogancja również nie odbiega od standardów epoki, w której mężczyzna musiał nieustannie dbać oswój prestiż. Sęk w tym, że w Juanie Borgia trudno się dopatrzyć zalet, które rekompensowałyby jego wady. Ojciec mianował go dowódcą wojsk papieskich, przydzieliwszy mu wprawdzie do pomocy Guidobalda, księcia Urbino i doświadczonego kondotiera. No, ale Guidobaldo został ranny, a Juan błysnął taką niekompetencją, że szkoda nawet o nim pisać. Znacznie ciekawsi byli inni żołnierze fortuny, kondotierzy, dowódcy najemnych wojsk, którzy sprzedawali swoje usługi na polach bitew i starali się jak najlepiej wykorzystać zmienne koleje losu.
Moim ulubionym jest Giovanni di Medici, noszący przydomek delle Bande Nere, syn jednego z mniej znacznych Medyceuszy i Cateriny Sforza – to ta waleczna niewiasta, której dzieci wzięto do niewoli podczas oblężenia Imoli przez Cesarego Morgię, a kiedy zagrożono Caterinie, że zostaną zabite, jeśli nie podda miasta, wdrapała się na mury i zadarła spódnicę, krzycząc: “Mogę urodzić sobie następne!” Ojciec Giovanniego był jej trzecim mężem i wydaje się, że było to małżeństwo z miłości: Medyceusz był młody, przystojny, inteligentny i pochodził z wystarczająco dobrej rodziny, żeby Sforzowie zgodzili się na ten związek. Zachował się wszakże paskudnie i zmarł kilka miesięcy po narodzinach syna. Caterina postanowiła ukryć swoje dzieci i mały Giovanni trafił do klasztoru, żeńskiego na dodatek – widać taki już los bohaterów, że chowają się między dziewczynkami, Achilles też musiał chodzić w sukience.
Giovanni pierwszy raz objął dowództwo za sprawą swojego kuzyna, papieża Leona X. Miał osiemnaście lat i wkrótce uznano go za niepokonanego, co oczywiście nie uchroniło go przed bezrobociem, kiedy papież umarł. Odtąd jego kompania nosiła czarne wstęgi na znak żałoby po papieżu, stąd też pochodzi jego przydomek delle Bande Nere. Potem walczył dla papieża Klemensa VII i w sojuszu z cesarzem wyparł Francuzów z północy Włoch, ale nie otrzymał stosownej zapłaty, a jego usługi były na sprzedaż, więc podczas francuskiej inwazji w 1524 r. walczył po stronie Francji. Nowi mocodawcy nie ufali mu specjalnie, a na dodatek został ranny pod Pawią. Wszyscy spodziewali się jego śmierci, jednak wykaraskał się jakoś. Był wtedy już niezwykle popularnym bohaterem, uważano, że może uratować Włochy, rozrywane przez obcych władców przy entuzjastycznym współudziale rodzimych, skłóconych panów.
Jednakże papież nie dzielił powszechnego entuzjazmu i kiedy z kolei sprzymierzył się z Francuzami przeciwko cesarzowi, odmówił Giovanniemu dowództwa swoich wojsk. Wkrótce cały sojusz się posypał i wobec ogromnej przewagi wojsk cesarskich kolejni książęta północnych i środkowych Włoch rejterowali. A cesarz Karol V maszerował raźno i wkrótce pomiędzy nim a Rzymem stała tylko armia Giovanniego. Kondotier wyczekał, aż wroga armia zacznie się szykować do przekroczenia zamarzniętego Padu, ale zanim dał rozkaz rozpoczęcia bitwy, zraniła go zabłąkana kula i rozszarpała mu nogę. Nikomu więcej nic się nie stało.
Giovanni della Bande Nere był człowiekiem dumnym i gwałtownym. Podobno pierwszy raz zabił, kiedy miał zaledwie dwanaście lat. Sam prowadził swoich ludzi do boju, był świetnym jeźdźcem, walczył i zabijał. Jego przyjacielem był Pietro Aretino, inny z moich ulubionych renesansowych włoskich łajdaków, który ugruntował jego sławę jako genialnego dowódcy i wybawiciela Włoch. I właśnie Aretino opisał ostatnie chwile Giovanniego. Nogę trzeba było amputować. Chirurg, który miał przeprowadzić operację, wezwał dziesięciu ludzi, żeby trzymali kondotiera, ale Giovanni powiedział, że nawet dwudziestu nie zdoła go utrzymać, a potem wziął świeczkę i sam asystował przy operacji. Umarł pięć dni później, a potem wydarzyło się sacco di Roma, rzeź Rzymu, i nic na półwyspie już nie było takie samo. Wraz z śmiercią Giovanniego skończyły się czasy kondotierów, coraz większe znaczenie zyskiwała broń palna. Ale w epoce, która ceniła spektakularny, błyskotliwy gest, odwagę i pasję, syn Cateriny Sforza błyszczał jak gwiazda.
![]()
Anna Brzezińska
historyk średniowiecza, pisarka
Powiązane artykuły autorki:
Rzym – miasto kurtyzan
'Bóg dał nam papiestwo. Zabawmy się!' (Leon X)
Trucizna, czyli skrytobójstwo na sposób włoski
Książę, który zmienił świat
Weselne dzwony
Ogłada, czyli co nie wypada